środa, 13 czerwca 2012

Rozdział V

Amy przywitała Marka  buziakiem w policzek. A chłopak  odwdzięczył się przytulając dziewczynę  do siebie. Chwilę stali   nie ruchomo, cicho , wpatrzeni  w siebie Chłopak zaproponował spacer. Dyskutowali o wszystkim , o tamtym piciu  na ławce , o powrocie do domu , o reakcji jej mamy , o jego kolegach  i jej  przyjaciółkach. Jednak  oboje  uniakali   tematów trochę bliższych miłości.  Amy nie chciała poruszać tego tematu ze względu na to, ze chłopak  zaczął jej się podobać ale równocześnie  nie chce tego, bo boi się że będzie tak jak z Alanem , że Marek jest w stanie ją zranić. tego bała się najbardziej , nie chciała kolejny raz cierpieć , chociaż czuła, że rodzi się między nimi więź , bagatelizowała to. Myślała że jeśli zwyczajnie oleje swoje uczucia to to uczucie zniknie. Myliła się. Uczucie  którym darzyła Marka nie zanikało  a wręcz przeciwnie z minuty na minute, było silniejsze. Chłopak też czuł, że  rodzi się między nimi coś wyjątkowego , na co nikt nie może mieć wpływu. Jednak on obawiał się , że ona go nie zechcę.Uważał Amy jako bardzo atrakcyjną dziewczynę , która może mieć każdego , nawet nie był pewien czy jest  wolna czy kogoś ma. Marek mimo że był chłopakiem to na tyle wrażliwym , choć nie zawszę ,    też bał się odrzucenia.
 Usiedli nad rzeką  , było już ciemno i zimno.  Patrzyli na nurt wody  , oboje trochę rozmarzeni w pewnym sensie w transie.  - Ej ..  - Amy zaczęła zacinając się gdyby miała w gardle coś co nie pozwala jej na dalszy ciąg zadania.  - Słucham ? Co się stało ? - opanowanie Marka było przemieszane z  nutką  strachu.  - No bo byliśmy na cmentarzu.. co tam robiłeś ?. Tak wiem może nie powinnam, ale  ciekawi mnie to , bo wydawałeś  się taki skupiony , trochę smutny. Wiem że masz podobnie jak ja przychodzisz   w te miejsce porozmawiać z ukochaną osobą. To nie zwykła modlitwa w intencji zmarłej osoby, to rozmowa .. - wydukała dziewczyna najszybciej jak potrafiła ze łzami w oczach. Czuła, że  to trudny temat ale też musiała to poruszyć, że to  ich łączy. Patrzyła w jeden punkt zmarzniętej gleby, bojąc się  reakcji chłopaka.  Jednak on spokojnie patrząc  na  dziewczynę zaczął  - Masz rację chodzę tam  porozmawiać ,  opowiedzieć jej wszystko .Co mi się nie udaje i co  wydarzyło się pięknego. Wiem, że mnie słucha, chociaż  nie ma jej fizycznie. Istnieje w moim sercu. od moich narodzin.  -  lekko się uśmiechną  patrząc dalej na dziewczynę.Amy  po chwili gdy zapadła cisza podniosła głowę i niepewnie spojrzała na chłopaka. - Ona ? - zapytała oddychając ciężko nie odrywajac   oczu od chłopaka. Marek też  patrzył ciągle na nią,  patrząc na jej zachowanie wydawało mu się jakby ten temat był dla niej trudniejszy od niego. Wtedy odpowiedział - Tak ona , mama. A ty u kogo bliskiego byłaś , bo twoja mama żyje  - próbował  zażartować  chociaż  rozmowa była  poważna. Amy lekko się uśmiechnęła ,  trochę poczuła ulgę, że już nie musi się wypytywać ale kiedy pomyślała  o Nathanie  poczuła ścisk w brzuchu. -  Ja ? ja byłam u brata. - dziewczyna było widać posmutniała jednak nie chciała tego okazać , chociaż można było wyczuć że  nie jest do końca pogodzona z  jego śmiercią. Chłopak jednak  delikatnie wypytywał o Nathana. Był ostrożny ,  zdania składał  dopiero kiedy przemyślał  je dwa razy czy przypadkiem nie urazi, nie zrani Amy.  Po chwili ten temat nie był żadnym tabu dziewczyna otworzyła się   jeszcze bardziej i opowiadała o Nathanie. - Był wspaniałym bratem . Najlepszym facetem  jakiego kiedykolwiek znałam.  - powiedziała z uśmiechem na ustach , wychwalając  zmarłego brata.  Marek  na początek się tylko nieśmiało uśmiechną  po czym zaczął -  Spróbuje  być równie dobry dla Ciebie. Może. Z pewnością nie dorównam twojemu bratu ale będę się starał .. - zaczął  głosem dość pewnym po czym ciszej dodał - dla ciebie. - Dziewczynę zamurowało, widziała że to jedne z najpiękniejszych słów jakie  usłyszała kiedykolwiek. Uśmiechnęła się  przytulając do chłopaka. Chciała żeby był przy niej , w tamtej chwili chciała go mieć na zawszę przy sobie , kochać z całych sił  i być kochaną. Poczuła że on nie może jej zranić , nie po takich słowach , nie były one sztuczne widziała że Marek powiedział  je prosto z serca.  Nad rzeką był inny  niż   na ławce  przy  piwie. Wtedy zrobił wrażenie zimnego , zbyt pewnego siebie chłopaka . Jednak   coś między nimi zaiskrzyło coś się stało że ponownie się spotkali. Własnie poznała jego prawdziwe oblicze szczerego dosyć wrażliwego , po przejściach chłopaka. Chłopaka którego szybko pokochała ale tak szczerze ..
Siedząc nadal  przytuleni , lekko drżąc zimna i nadmiaru emocje które im  towarzysząc Marek znowu zaczął - Nie wiem jak zareagujesz,  ale muszę ci to powiedzieć .. - zaczął nie pewnie , nie puszczając dziewczyny z objęć. - Bo gdy siedziałem tam  przy grobie mamy, rozmawiałem z nią o tobie. O wyjątkowej dziewczynie którą poznałem przez przypadek i od pierwszego wejrzenia się w niej zakochałem.  - Spojrzał  na nią trochę  speszony.   Jednak dziewczyna nic nie mówiła patrzyła w jego  oczy po czym go pocałowała.

piątek, 1 czerwca 2012

Rozdział IV

Dochodziła 17 Amy w końcu się zebrała z łóżka, chociaż nie miał ochoty na nic tylko zaszyć się gdzieś. Jak mogła  Blanka jej to zrobić , były najlepszymi przyjaciółkami.. Myślałam  nad tym cały czas , a to pogrążało dziewczynę w coraz większym smutku. Postanowiła zadzwonić do  Ewki  i Viki. Wzięła   telefon do ręki w tym samym  czasie do drzwi  zadzwonił dzwonek. Amy zbiegła na dół w piżamie i niezdarnym koku , zrobionym przed paroma minutami, otworzyła drzwi .  Stała tam Blanka, było widać  przygnębienie na jej niegdyś  promiennej twarzy. - Alana tutaj nie ma , więc  nara. - wykrzyczała dławiąc się łzami Amy, próbując zatrzasnąć    drzwi. -Poczekaj , chcę porozmawiać , to nie tak , Amy siostro.. -  mówiła skruszonym głosem Blanka, przytrzymując  drzwi. - Nie mamy o czym gadać, zjebałaś,  a raczej zjebaliście wszystko i  nie nazywaj mnie siostrą. - krzyczała dziewczyna  jak tylko potrafiła najgłośniej ,  roztrzęsiona zamykając w końcu drzwi.
Nie była  przygotowana  jeszcze na żadną  rozmowę ani z Blanką ani z Alanem. Poszła do swojego pokoju, usiadła  na parapecie.  Wspominając. Po jakiejś niecałej godzinie dziewczyna postanowiła  się ogarnąć,  wyjść.Jedynym jej celem był cmentarz. Chciała pójść do Nathana, posiedzieć z nim. Znowu go cholernie potrzebowała. Ubrała ciepłą,  grubą bluzę , telefon i klucze wsadziła do  kieszeni i wyszła. Szła przez park , dopiero wtedy jakby na jej grymaśniej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przypomniało jej się część  poprzedniego wieczoru, a konkretnie  Marek. Zaczęła o nim myśleć. To jej pomagało, takie ukojenie , zastanawiała się gdzie teraz jest, co robi , czy też o niej myśli i czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Dopiero kiedy zauważyła ławkę na której siedział wieczorem Alan i Blanka  twarz znowu posmutniała. To było silniejsze od niej, starała się  mieć wyjebane ale nie umiała. Kilka łez poleciało jej po policzku i poczuła chłodny dotyk wiatru na ciele.
Po 20 minutach była na cmentarzu.  Szła między alejkami do grobu brata , kiedy zauważyła postać  Marka siedzącego na  ławeczce obok jakiegoś grobu. Nie dowierzała  znowu go zobaczyła i to jeszcze na cmentarzu tutaj gdzie można spotkać tylko tych co już odeszli. Jej twarz  ponownie trochę się rozjaśniła. Chciała podejść ale  po paru krokach w kierunku chłopaka zrezygnowała. Marek wydawał się taki zamyślony, smutny nie to co  poprzedniego dnia. W ogóle inny, nie chciała mu przeszkadzać, chociaż  była ciekawa  do kogo on przyszedł  i co u niego. Nie odważyła się , cofnęła się i poszła na grób Nathana. za chwilę  była już dokładnie na miejscu , zaczęła się modlić a przy tym płakać. Bolało ją cholernie , że go z nią nie ma. Zapaliła znicz , zmieniła wodę z kwiatami i w końcu opadła bezwładnie na ławeczkę obok grobu. Wsadziła  głowę między ręce  , mówiła w myślach do chłopaka, wiedziała , że ją słucha , czuje to co ona, chcę jej pomóc. Ale czuła także cholerny rozpierdol w  życiu. Straciła brata , chłopaka i od razu przyjaciółkę. Tych na których jej najbardziej zależało. Po paręnastu minutach podniosła się , pożegnała z bratem. Wstała i za sobą na  ścieżce  zobaczyła Marka. Chłopak stał i wpatrywał się w nią jak w obrazek. Do którego zabroniono podchodzić. Dziewczyna ucieszyła się, że jest , że nie poszedł i czeka na nią.

wtorek, 15 maja 2012

Rozdział III

Po rozmowie z matką dziewczyna musiała ochłonąć , pozbyć się nadmiaru emocji i dlatego  postanowiła wyjść na spacer. Ubrała szarą, grubą, bluzę z  żółtym nadrukiem , ponieważ dochodziła  22 a jesienne wieczory nie należą do najcieplejszych. Szła przez  park  gdzie na ławkach o tej porze można jedynie spotkać jakiś żuli ewentualnie jakiś ziomków z browcem. Zobaczyła ' ich ' ławkę , siedziała tam jakaś para. Z daleka wydawali się dość młodzi , chłopak w kapturze z  jakąś laską  o kruczo-czarnych włosach. W pierwszej chwili Amy porównała go do Alana ale zwątpiła , wiedziała że jej wyobraźnia jest zdolna do  płatania jej figli więc zawróciła , nie chciała przechodzić koło  zakochanych, a miłość było czuć na odległość.
Szła z głową spuszczona i  rękoma w kieszeniach. Była już zmarznięta,  wydawało jej się jakby było - 20 a w rzeczywistości było jakieś -3.  Właśnie wtedy doszło do niej , że nie będzie miała do kogo się przytulić kiedy zaczną się  minusowe temperatury, nie będzie tych rąk co kiedyś ogrzewały jej zmarznięte ciało , zaczęła płakać  - znowu. Nie kontrolowała tego , jej oczy cały czas podpuchnięte , nawet przestała  się malować. Wychodziła z założenia , że  i tak by tylko się rozmazała i musiała zmywać a z drugiej strony to nawet nie miała dla kogo wyglądać pięknie , dla kogo się stroić. Złapała doła , była tego świadoma i odpowiadało jej to , miała wszystko w dupie, nic  się nie liczyło  już  nic.  Z  jej rozmyśleń wyrwały ją jakieś śmiechy , głośne rozmowy. Podniosła głowę , zobaczyła pięciu chłopaków z  browarami.Oni też ją  zobaczyli ucichli , zapatrzeni w nią jak w jakiś  drogocenny  obraz. Amy szła  pewna siebie w ich stronę, nie znała ich mimo tego zainteresowała się nimi. Ciszę przerwał jeden z  paczki mówiąc :
- Siema mała , co robisz  o tak później  porze w ciemnym parku sama ? - spojrzała przenikliwie  na blondyna siedzącego  na  ławce  palącego szluga. - Po pierwsze mała to może być jedynie twoja pała.- mówiąc  to zjechała wzrokiem w dół , pokazując dosadnie  o co jej chodzi. - Po drugie daj  bucha to może  zastanowię się,  czy  odpowiedzieć ci na twoje pytania. - Zachichotała pod nosem , podchodząc  do chłopaka zabierając mu szluga. Wszyscy zaczęli komentować  tę akcje , tylko blondyn wstał z ławki  , nic nie mówiąc , patrząc z zainteresowaniem na dziewczynę jak pali jego papierosa. Amy też nic nie mówiła , stała czekając na dalszy  rozwój sytuacji. W końcu   chłopak zwrócił się do niej po chwilowej zamule : - No widzę odważna , siadaj weź browca i odpowiedź mi na pytanie. - uśmiechną się lekko ale widać było zdumienie  wcześniejszym zachowaniem dziewczyny.Czwórka, która siedziała na  ławce posunęła się jak na rozkaz robiąc miejsce dla dziewczyny. Amy przez chwile , nie wiedziała co zrobić, czy pójść , czy zostać.Wiedziała , że jak zostanie będzie  niezły opierdol w domu bo już dochodziła pierwsza w nocy  ale lubiła się buntować , więc została. Usiadła zgrabnie obok  czterech ziomków , którzy ścigali się w ilości wypitego alkoholu.  Blondyn  staną naprzeciw dziewczyny i podał jej Lecha -  Tylko się nie porzygaj . - dodał cwaniacko się uśmiechając. - Nie bój się ,  tak o mnie. - odpowiedziała drwiąco  otwierając puszkę .
Siedzieli gadali , mijały godziny , Amy nie czuła mijającego czasu ,  piła jedno za drugim jakby to była jakaś cola , wszyscy patrzyli na nią ze zdziwieniem. Dziewczyna wiedziała, że im imponuje a szczególnie dla Marka .Tak właśnie miał na imię blond chłopak o nieziemskim uśmiechu.Właśnie po tych paru godzinach  zaczął się jej podobać , nie wiedziała tylko czy to ze względu na procenty które wirowały w jej głowie , czy tak normalnie. Olała to , dobrze się bawiła i to było najlepsze ,znała go dosłownie chwile, a czuła się przy nim jak przy nikim innym. NO chyba że  przy Alanie .. Kiedy o nim  pomyślała , posmutniała ale zaraz Marek coś powiedział a  ona już chichotała. Dochodziła 4 nad ranem ,  Marek  widząc jej stan postanowił podjąć się  odprowadzenia jej. Amy była kompletnie pijana , wypiła 6 piw , bełkotała jak potłuczona a jej oczy zamykały się błagając o sen. Chłopak po jakimś dobrym czasie  wydobył z niej w końcu gdzie mieszka. Obią ją i zmierzał w kierunku jej domu , kiedy Amy wyszeptała nieprzytomnie " spać "  i gdyby jej nie trzymał uderzyłaby o ziemie. Wziął ją na ręce  i poszedł dalej. Dziewczyna zasnęła nieświadomie, że jest w jego ramionach. Chłopak był nawet zadowolony też poczuł coś do Amy , ale chyba bał się cokolwiek jej powiedzieć w sumie w jej stanie to nawet by nic nie pamiętała a i tak już było za późno, bo zasnęła. Nawet nie zna jej numeru telefonu , niczego poza zamieszkaniem. Doszli w końcu po  prawie godzinie do jej domu. Otworzyły się drzwi a w nich stanęła jej matka , z zapuchniętymi oczami od płaczu. Widząc dziewczynę śpiącą  w ramionach chłopaka wydukała tylko - Zanieś ją do pokoju na prawo od schodów,-pokazując palcem na schody. Chłopak trochę zakłopotany  skiną tylko głową , po czym  delikatnie położył dziewczynę na łóżku przykrywając kołdrą i całując w czoło. Wyszedł z jej pokoju zamykając drzwi  jak tylko najciszej potrafił, zszedł na dół , przy schodach stała matka Amy. - Możesz mi powiedzieć gdzie ona była , jak znalazła się przy tobie , kim jesteś ,  czemu czuć od ciebie alkohol i co ona z tobą robiła - kobieta wymieniała pytania jak oszalała. Marek spuścił głowę  i zaczął odpowiadać na potok  pytań , przeprosił i poprosił, żeby Amy nie miała przez niego żadnych kłopotów. Kobieta była zbyt zmęczona, żeby dochodzić bardziej do prawdy i karać obydwojga. Zwyczajnie powiedziała chłopakowi, żeby poszedł  już i się porządnie wyspał. Kobieta po odprowadzenia  Marka do drzwi  poszła do córki zobaczyć jak śpi , dziewczyna spała jak zabita. Była szósta , właśnie zaczął dzwonić  dziewczyny  budzik ale matka szybko wyłączyła go i sama poszła jeszcze się  położyć , bo też wcale nie  zasnęła ze zmartwienia o córkę , przecież poszła na zwykły spacer. Kobieta nie darowałaby sobie, żeby jeszcze Amy  coś się stało , ale przypomniała sobie o tym że Nathan nad nią czuwa , i  zasneła. 
Dochodziło za piętnaście piętnasta, kiedy Amy się przebudziła , spojrzała na telefon 7 nie odebranych połączeń od Ewki , 5 od Viki   i 1 SMS od Blanki. o treści :
 " Amy ja przepraszam na prawdę przepraszam. Nie chciałam tak wyszło jakoś , ja tego nie zamierzałam , Alan też nie. Wyszło jak wyszło ale my cię kochamy , nie chcieliśmy cię zdradzić. Wiem że nas zobaczyłaś wczoraj   parku na tej ławce i  zawróciłaś .Chciałam ci to wczoraj wytłumaczyć , pobiec za tobą ale on mnie zatrzymał, przekonał , że  nic ci nie jest , musisz ochłonąć i najlepiej żebyś została sama.  Chciałam Ci to wszystko dziś w szkole powiedzieć , przeprosić  ale nie było Cię , mam nadzieje że nic głupiego nie zrobiłaś , przepraszam odezwij się  błagam" Potok łez poleciał z jej twarzy , nie wiedziała co się dzieje, czuła się jakby ktoś  wbijał nóż w jej serce. Po za tym miała wielkiego kaca , nie była w szkole , bała się reakcji  matki, nawet nie wiedziała jak znalazła się w domu , pamiętała tylko uśmiech Marka ale to było mało ważne. Przypomniała sobie tą pare na ławce  jednak wzrok jej nie mylił to był Alan ale że nie poznała Blanki jej włosów ale kto by się spodziewał . Oni razem . Oni  ją zdradzili. Płakała ,  nie mogła uwierzyć chciała zapaść się pod ziemię.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział II

Otarła łzy , które spowodował były chłopak i szybko  odpisała  przyjaciółce.Chciała podzielić się tą cholerną wiadomością z  Blanką, były najlepszymi przyjaciółkami od czasu ,kiedy Amy wprowadziła się do tego miasteczka. Co prawda to prawda  od początku  były nie rozłączne tylko teraz coś się zmieniło ale dziewczyna pomyślała, że to przez nią, że to przez tą fascynacje , zauroczenie  Alanem. ' W każdym razie teraz znowu będzie jak kiedyś ' pomyślała. To podniosło załamaną dziewczynę na duchu. I nadszedł moment, kiedy Blanka zapytała  co jest , dlaczego taki humor,  taki opis,  takie nastawienie do wszystkiego. Amy zaczęła rozpisywać się, o  spotkaniu z Alanem, o  sposobie zerwania. Płakała , ale czuła się trochę lepiej , wiedziała że musi to wyrzucić z siebie dla przyjaciółki. Owszem były jeszcze dwie dziewczyny, które nosiły miano  przyjaciółek  ale z Blanką najdłużej się znały, zwyczajnie  czuła , że tą wiadomość musi  usłyszeć najpierw jej najlepsza przyjaciółka. Blanka , po przeczytaniu  wiadomości , która wyglądała prawie na opowiadanie pełne  bólu i goryczy zaczęła pocieszać Amy. Dziewczyna nie chciała tego słuchać , poczuła w sercu jakąś dziwną dezorientacje , dlaczego pewna siebie dziewczyna taka jak Blanka , nie wyskoczyła z tekstem typu " Najebiemy mu , zobaczysz mała " jak to miała zawsze w zwyczaju robić, kiedy  jakiś palant ranił jedną z ich paczki. Trochę zawiedziona, odpisała jej :
- Tak wiem po burzy zawsze wychodzi słońce. -  w tych słowach było czuć  wyraźnie sarkazm ale przyjaciółka, nie zauważyła lub prędzej nie chciała  zauważyć tonu  w jakim  załamana dziewczyna  odpisała.
Amy czuła się fatalnie wiedząc, że nawet ' siostra ' nie jest w stanie  jej pomóc tylko rzuca zwykłym ' będzie dobrze'  Dziewczyna czuła, się nie potrzebna  dla nikogo, chciała zniknąć. To był jej cel , ale nie nie samobójstwo, to nie wchodziło w grę  za bardzo się bała śmierci od kiedy jej brat umarł. Obiecała mu, w ostatnich chwilach, że będzie silna, że zawsze da radę nawet kiedy zostanie całkiem sama.
Wyłączyła laptopa, odłożyła go na szafkę  na , której stało zdjęcie Nathana, brata. Wtedy wzięła do ręki fotografie, znowu się rozkleiła tym razem z tęsknoty.
- Dlaczego Ciebie teraz tu nie ma, czemu Bóg mi Cię zabrał ? Byłeś przy mnie zawsze , ty byś umiał  mi pomóc, wpierdolił dla tego skurwiela ,  bo skrzywdził twoją małą siostrzyczkę.Byłeś częścią mnie nadal jesteś. Tak  dam radę, wiem. Nauczyłeś mnie tego , stawiać czoła problemom, walczyć aż zwyciężę tylko dlaczego Ty przegrałeś ? Przegrałeś życie! - mówiła do zdjęcia. a właściwie to krzyczała z bezsilności  , ściskając je w dłoni tak jakby chciała poczuć jego obecność , jakby chciała żeby ją teraz przytulił.Dławiąc się łzami osunęła się o ścianę połykając słone  łzy.
Do pokoju wbiegła mama zaniepokojona krzykami, przypuszczała, że Amy rozmawia przez telefon z Alanem a właściwie to się kłóci. Kiedy zobaczyła córkę , skuloną w kącie z głową schowaną w rękach a obok leżało zdjęcie Nathana, już wiedziała  co się dzieję. Podeszła do dziewczyny , podnosząc zdjęcie jej brata, usiadła  obok  i zaczęła mówić patrząc jak zahipnotyzowana na fotografie.
- Ostatnie zdjęcie, kiedy był tak na prawdę szczęśliwy.Oboje byliście szczęśliwi. - poprawiła się , spoglądając na  córkę.- Wiem nigdy  Ci tego nie mówiłam ale kiedy was rodziłam , wiedziałam, że Bóg podarował mi dwie  wyjątkowe osóbki.Dopiero kiedy dowiedziałam się że Nath.. - zaczęła płakać , ale łamiącym się głosem  mówiła dalej  - że Nathan  ma wrodzoną  wadę serca, zaczęłam mieć pretensję do tego na górze że przyjdzie moment kiedy mi go zabierze.Ale kochałam go z tą myślą jeszcze bardziej , tak jak ciebie, doceniałam każdy dzień dzięki jego chorobie, a kiedy widziałam jak dobrze się dogadujecie cieszyłam się, wiedziałam że tworzycie jedność , ta siła bliźniacza czy coś. - przez chwile zaśmiała się , obejmując córkę -  No i kiedy Nathan był na tyle duży, żeby powiedzieć mu o jego chorobie, zaskoczył mnie powiedział słowa, których nie zapomnę nigdy, powiedział " Mamusiu , to nic dam radę. Dobrze, że to ja jestem chory a nie Amy, jak nadejdzie  moment kiedy będę musiał pójść  tam w góre , będę jej aniołem ". - kobieta , rozpłakała się po tych słowach , a dziewczyna , patrząc raz na matkę raz na zdjęcie brata , przytuliła  rodzicielkę  - Wiesz córciu .. - po chwili znowu zaczęła kobieta.- nie wiem skąd on brał tą siłę jednego jestem pewna , ta siła jest także w tobie a on teraz jest twoim aniołem , więc sobie poradzisz,  pamiętaj on zawszę jest z tobą.



czwartek, 19 kwietnia 2012

Rozdział I

 Szykowała się , na spotkanie z Alanem ,  dalej nie dowierzała , że są ze sobą już prawie rok. Przecież  wielkimi krokami zbliżała się ich rocznica ,  ciekawa była czym  zaskoczy ją ukochany. Ale  w tamtym momencie , zajęła się makijażem chciała być dla niego idealna.Spojrzała na telefon, dochodziło za dziesięć 17.  "Czas wychodzić" pomyślała.Ubrała skórzaną kurtkę i wyszła. Pogoda  dopisywała , chodź była późna jesień nadal było ciepło. W końcu weszła do parku , gdzie mieli się spotkać. Czekał na nią niespokojnie chodząc   wokół ' ich ' ławki. Podeszła bliżej chłopaka, uśmiechając się do niego czule.
- Cześć Alan - powiedziała , całując go w policzek.
- Słuchaj Amy .. - zaczął nie spokojnie , oddalając się od niej.
- Co jest ? - zapytała zaniepokojona , zachowaniem , chłopaka.
- Musimy , poważnie porozmawiać . No bo widzisz, sama oceń , czy powinniśmy być razem, ja nie wiem. Nie ma miedzy na mi ' tego czegoś ' Tylko się nie denerwuj. - powiedział jednym tchem , patrząc na nią z lekkim zdezorientowaniem jak zareaguje.
- To jakiś żart , tak ? Nie udany. Lubisz mnie  straszyć. Wiesz ile dla mnie znaczysz ,  ale chyba powinnam powiedzieć  znaczyłeś. Dlaczego ? Nie ma tego czegoś ? Ulotniło ci  się kurwa czy jak a co wczoraj mówiłeś  ?  Co oznaczają według ciebie słowa ' kocham cię '  - zaczęła się plątać w słowach  a nawet krzyczeć. W jej oczach pojawiły się łzy, a w sercu poczuła jakby ktoś ukłuł ją w najbardziej czuły punkt.
- Spokojnie. Nie  płacz , nic ci to nie da,  koniec z nami , zrozum tak będzie lepiej , znajdziesz innego, zasługujesz na innego nie na mnie.Nie roztrząsaj tego co było wcześniej , bo to przeszłość, dokładnie przemyślałem tą decyzje.Innego wyjścia nie ma . Przepraszam -  patrzył jej prosto w oczy, widział jak bardzo cierpi, że przypomina sobie każdą chwile, widział w j
ej oczach miłość pomieszana z chwilową nienawiścią. Postanowił odejść nie mógł na nią patrzeć.Miał wyrzuty sumienia a jednocześnie  wiedział że postępuje słusznie.
- Nie odchodź, proszę. - wyszeptała zanosząc się już płaczem. Usiadła bezwładnie  na  niegdyś ' ich' ławce , podkuliła  nogi , wyjęła słuchawki puściła " Jula - Straciłam " . Wsłuchiwała się w  tekst piosenki , przeżywając każde słowo z ogromnym bólem. Nie zauważała w ogóle przechodniów, którzy gapili się na jej rozmazany  '  idealny ' makijaż.Straciła poczuci czasu , było grubo po 22 kiedy odczuła chłód zbliżającej się nocy. Była załamana , straciła osobę którą  kochała ponad  wszystko w jednej sekundzie , skończyło się jej całe szczęście. " Czar prysł.  " pomyślała  i w końcu ruszyła do domu.
Kiedy weszła,  w progu czekała na nią matka.
- Gdzieś wy .. - nie dokończyła, patrząc na stan dziewczyny , odpuściła jej. Szybko doszło do niej, że najprawdopodobniej Alan zranił  jej córkę.
- Mamo .. - zaczęła dziewczyna , po czym rzuciła się w  ramiona matki , zanosząc się ponowie szlochem.
- Cichutko, nie ten to inny. Będzie dobrze. - powtarzała  matka. Tuląc ją coraz bardziej do siebie. Wiedziała, że prędzej czy później tak będzie. Od zawsze go nie lubiła. Wydawał jej się zarozumiały i  egoistyczny ale w tamtym momencie , nic  tak bardzo ważne nie było jak jej córka.
- Nie nie będzie innego , nie chce , ja kocham go. - Amy znowu podniosła głos. Wyrywając się z objęć  pobiegła do swojego pokoju. Wzięła laptopa , usiadła na łóżku , znowu zaczęła płakać , zaczynały wracać wspomnienia te najlepsze, które  paradoksalnie najbardziej bolały. Włączyła gadu ustawiła opis  "Życie się sypie kiedy ktoś kogo kochasz,  zostawia cie w chuj a tym sam gnijesz w lochach  "  W tej samej  chwili dostała wiadomość od  Alana.
" Ogarnij się , wyświadczyłem Ci przysługę , później bardziej by cię  to bolało " przeczytała  wiadomość, chociaż nic z tego nie rozumiała , nie  odpisała , nie chciała a może duma jej zabraniała. Za chwile dostała wiadomość tym razem od przyjaciółki.




no więc zaczęłam pisać   opowiadanie nie wiem czy się to podoba , jak tak bardzo się cieszę , jeśli nie  napiszcie co wam się nie podoba , postaram się to zmienić .:)

wtorek, 17 kwietnia 2012

Czasem się zastanawiam, czy naprawdę masz mnie w dupie, czy po prostu sprawdzasz ile wytrzymam.

 Siema .Założyłam , bloga  jak widać, nie wiem o czym  będę tutaj pisać , może o  własnym życiu może założę coś w rodzaju książki, chociaż " książki " to akurat nie umiałabym napisać
Moje życie samo w sobie, jest skomplikowane i gdyby ktoś umiał dobrze pisać  to by była nawet niezła książka. Ale już wracam na ziemie,  tutaj  jest link do mojego  moblo
http://moblo.pl/profile/prosze_spierdalaj   i oceńcie sami czy w ogóle tutaj się nadaje.
 Jakby ktoś jeszcze napisał o czym by chciał tutaj czytać , byłabym wdzięczna. Lubie wyzwania , więc postaram się was zadowolić.