Amy przywitała Marka buziakiem w policzek. A chłopak odwdzięczył się przytulając dziewczynę do siebie. Chwilę stali nie ruchomo, cicho , wpatrzeni w siebie Chłopak zaproponował spacer. Dyskutowali o wszystkim , o tamtym piciu na ławce , o powrocie do domu , o reakcji jej mamy , o jego kolegach i jej przyjaciółkach. Jednak oboje uniakali tematów trochę bliższych miłości. Amy nie chciała poruszać tego tematu ze względu na to, ze chłopak zaczął jej się podobać ale równocześnie nie chce tego, bo boi się że będzie tak jak z Alanem , że Marek jest w stanie ją zranić. tego bała się najbardziej , nie chciała kolejny raz cierpieć , chociaż czuła, że rodzi się między nimi więź , bagatelizowała to. Myślała że jeśli zwyczajnie oleje swoje uczucia to to uczucie zniknie. Myliła się. Uczucie którym darzyła Marka nie zanikało a wręcz przeciwnie z minuty na minute, było silniejsze. Chłopak też czuł, że rodzi się między nimi coś wyjątkowego , na co nikt nie może mieć wpływu. Jednak on obawiał się , że ona go nie zechcę.Uważał Amy jako bardzo atrakcyjną dziewczynę , która może mieć każdego , nawet nie był pewien czy jest wolna czy kogoś ma. Marek mimo że był chłopakiem to na tyle wrażliwym , choć nie zawszę , też bał się odrzucenia.
Usiedli nad rzeką , było już ciemno i zimno. Patrzyli na nurt wody , oboje trochę rozmarzeni w pewnym sensie w transie. - Ej .. - Amy zaczęła zacinając się gdyby miała w gardle coś co nie pozwala jej na dalszy ciąg zadania. - Słucham ? Co się stało ? - opanowanie Marka było przemieszane z nutką strachu. - No bo byliśmy na cmentarzu.. co tam robiłeś ?. Tak wiem może nie powinnam, ale ciekawi mnie to , bo wydawałeś się taki skupiony , trochę smutny. Wiem że masz podobnie jak ja przychodzisz w te miejsce porozmawiać z ukochaną osobą. To nie zwykła modlitwa w intencji zmarłej osoby, to rozmowa .. - wydukała dziewczyna najszybciej jak potrafiła ze łzami w oczach. Czuła, że to trudny temat ale też musiała to poruszyć, że to ich łączy. Patrzyła w jeden punkt zmarzniętej gleby, bojąc się reakcji chłopaka. Jednak on spokojnie patrząc na dziewczynę zaczął - Masz rację chodzę tam porozmawiać , opowiedzieć jej wszystko .Co mi się nie udaje i co wydarzyło się pięknego. Wiem, że mnie słucha, chociaż nie ma jej fizycznie. Istnieje w moim sercu. od moich narodzin. - lekko się uśmiechną patrząc dalej na dziewczynę.Amy po chwili gdy zapadła cisza podniosła głowę i niepewnie spojrzała na chłopaka. - Ona ? - zapytała oddychając ciężko nie odrywajac oczu od chłopaka. Marek też patrzył ciągle na nią, patrząc na jej zachowanie wydawało mu się jakby ten temat był dla niej trudniejszy od niego. Wtedy odpowiedział - Tak ona , mama. A ty u kogo bliskiego byłaś , bo twoja mama żyje - próbował zażartować chociaż rozmowa była poważna. Amy lekko się uśmiechnęła , trochę poczuła ulgę, że już nie musi się wypytywać ale kiedy pomyślała o Nathanie poczuła ścisk w brzuchu. - Ja ? ja byłam u brata. - dziewczyna było widać posmutniała jednak nie chciała tego okazać , chociaż można było wyczuć że nie jest do końca pogodzona z jego śmiercią. Chłopak jednak delikatnie wypytywał o Nathana. Był ostrożny , zdania składał dopiero kiedy przemyślał je dwa razy czy przypadkiem nie urazi, nie zrani Amy. Po chwili ten temat nie był żadnym tabu dziewczyna otworzyła się jeszcze bardziej i opowiadała o Nathanie. - Był wspaniałym bratem . Najlepszym facetem jakiego kiedykolwiek znałam. - powiedziała z uśmiechem na ustach , wychwalając zmarłego brata. Marek na początek się tylko nieśmiało uśmiechną po czym zaczął - Spróbuje być równie dobry dla Ciebie. Może. Z pewnością nie dorównam twojemu bratu ale będę się starał .. - zaczął głosem dość pewnym po czym ciszej dodał - dla ciebie. - Dziewczynę zamurowało, widziała że to jedne z najpiękniejszych słów jakie usłyszała kiedykolwiek. Uśmiechnęła się przytulając do chłopaka. Chciała żeby był przy niej , w tamtej chwili chciała go mieć na zawszę przy sobie , kochać z całych sił i być kochaną. Poczuła że on nie może jej zranić , nie po takich słowach , nie były one sztuczne widziała że Marek powiedział je prosto z serca. Nad rzeką był inny niż na ławce przy piwie. Wtedy zrobił wrażenie zimnego , zbyt pewnego siebie chłopaka . Jednak coś między nimi zaiskrzyło coś się stało że ponownie się spotkali. Własnie poznała jego prawdziwe oblicze szczerego dosyć wrażliwego , po przejściach chłopaka. Chłopaka którego szybko pokochała ale tak szczerze ..
Siedząc nadal przytuleni , lekko drżąc zimna i nadmiaru emocje które im towarzysząc Marek znowu zaczął - Nie wiem jak zareagujesz, ale muszę ci to powiedzieć .. - zaczął nie pewnie , nie puszczając dziewczyny z objęć. - Bo gdy siedziałem tam przy grobie mamy, rozmawiałem z nią o tobie. O wyjątkowej dziewczynie którą poznałem przez przypadek i od pierwszego wejrzenia się w niej zakochałem. - Spojrzał na nią trochę speszony. Jednak dziewczyna nic nie mówiła patrzyła w jego oczy po czym go pocałowała.
środa, 13 czerwca 2012
piątek, 1 czerwca 2012
Rozdział IV
Dochodziła 17 Amy w końcu się zebrała z łóżka, chociaż nie miał ochoty na nic tylko zaszyć się gdzieś. Jak mogła Blanka jej to zrobić , były najlepszymi przyjaciółkami.. Myślałam nad tym cały czas , a to pogrążało dziewczynę w coraz większym smutku. Postanowiła zadzwonić do Ewki i Viki. Wzięła telefon do ręki w tym samym czasie do drzwi zadzwonił dzwonek. Amy zbiegła na dół w piżamie i niezdarnym koku , zrobionym przed paroma minutami, otworzyła drzwi . Stała tam Blanka, było widać przygnębienie na jej niegdyś promiennej twarzy. - Alana tutaj nie ma , więc nara. - wykrzyczała dławiąc się łzami Amy, próbując zatrzasnąć drzwi. -Poczekaj , chcę porozmawiać , to nie tak , Amy siostro.. - mówiła skruszonym głosem Blanka, przytrzymując drzwi. - Nie mamy o czym gadać, zjebałaś, a raczej zjebaliście wszystko i nie nazywaj mnie siostrą. - krzyczała dziewczyna jak tylko potrafiła najgłośniej , roztrzęsiona zamykając w końcu drzwi.
Nie była przygotowana jeszcze na żadną rozmowę ani z Blanką ani z Alanem. Poszła do swojego pokoju, usiadła na parapecie. Wspominając. Po jakiejś niecałej godzinie dziewczyna postanowiła się ogarnąć, wyjść.Jedynym jej celem był cmentarz. Chciała pójść do Nathana, posiedzieć z nim. Znowu go cholernie potrzebowała. Ubrała ciepłą, grubą bluzę , telefon i klucze wsadziła do kieszeni i wyszła. Szła przez park , dopiero wtedy jakby na jej grymaśniej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przypomniało jej się część poprzedniego wieczoru, a konkretnie Marek. Zaczęła o nim myśleć. To jej pomagało, takie ukojenie , zastanawiała się gdzie teraz jest, co robi , czy też o niej myśli i czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Dopiero kiedy zauważyła ławkę na której siedział wieczorem Alan i Blanka twarz znowu posmutniała. To było silniejsze od niej, starała się mieć wyjebane ale nie umiała. Kilka łez poleciało jej po policzku i poczuła chłodny dotyk wiatru na ciele.
Po 20 minutach była na cmentarzu. Szła między alejkami do grobu brata , kiedy zauważyła postać Marka siedzącego na ławeczce obok jakiegoś grobu. Nie dowierzała znowu go zobaczyła i to jeszcze na cmentarzu tutaj gdzie można spotkać tylko tych co już odeszli. Jej twarz ponownie trochę się rozjaśniła. Chciała podejść ale po paru krokach w kierunku chłopaka zrezygnowała. Marek wydawał się taki zamyślony, smutny nie to co poprzedniego dnia. W ogóle inny, nie chciała mu przeszkadzać, chociaż była ciekawa do kogo on przyszedł i co u niego. Nie odważyła się , cofnęła się i poszła na grób Nathana. za chwilę była już dokładnie na miejscu , zaczęła się modlić a przy tym płakać. Bolało ją cholernie , że go z nią nie ma. Zapaliła znicz , zmieniła wodę z kwiatami i w końcu opadła bezwładnie na ławeczkę obok grobu. Wsadziła głowę między ręce , mówiła w myślach do chłopaka, wiedziała , że ją słucha , czuje to co ona, chcę jej pomóc. Ale czuła także cholerny rozpierdol w życiu. Straciła brata , chłopaka i od razu przyjaciółkę. Tych na których jej najbardziej zależało. Po paręnastu minutach podniosła się , pożegnała z bratem. Wstała i za sobą na ścieżce zobaczyła Marka. Chłopak stał i wpatrywał się w nią jak w obrazek. Do którego zabroniono podchodzić. Dziewczyna ucieszyła się, że jest , że nie poszedł i czeka na nią.
Nie była przygotowana jeszcze na żadną rozmowę ani z Blanką ani z Alanem. Poszła do swojego pokoju, usiadła na parapecie. Wspominając. Po jakiejś niecałej godzinie dziewczyna postanowiła się ogarnąć, wyjść.Jedynym jej celem był cmentarz. Chciała pójść do Nathana, posiedzieć z nim. Znowu go cholernie potrzebowała. Ubrała ciepłą, grubą bluzę , telefon i klucze wsadziła do kieszeni i wyszła. Szła przez park , dopiero wtedy jakby na jej grymaśniej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przypomniało jej się część poprzedniego wieczoru, a konkretnie Marek. Zaczęła o nim myśleć. To jej pomagało, takie ukojenie , zastanawiała się gdzie teraz jest, co robi , czy też o niej myśli i czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Dopiero kiedy zauważyła ławkę na której siedział wieczorem Alan i Blanka twarz znowu posmutniała. To było silniejsze od niej, starała się mieć wyjebane ale nie umiała. Kilka łez poleciało jej po policzku i poczuła chłodny dotyk wiatru na ciele.
Po 20 minutach była na cmentarzu. Szła między alejkami do grobu brata , kiedy zauważyła postać Marka siedzącego na ławeczce obok jakiegoś grobu. Nie dowierzała znowu go zobaczyła i to jeszcze na cmentarzu tutaj gdzie można spotkać tylko tych co już odeszli. Jej twarz ponownie trochę się rozjaśniła. Chciała podejść ale po paru krokach w kierunku chłopaka zrezygnowała. Marek wydawał się taki zamyślony, smutny nie to co poprzedniego dnia. W ogóle inny, nie chciała mu przeszkadzać, chociaż była ciekawa do kogo on przyszedł i co u niego. Nie odważyła się , cofnęła się i poszła na grób Nathana. za chwilę była już dokładnie na miejscu , zaczęła się modlić a przy tym płakać. Bolało ją cholernie , że go z nią nie ma. Zapaliła znicz , zmieniła wodę z kwiatami i w końcu opadła bezwładnie na ławeczkę obok grobu. Wsadziła głowę między ręce , mówiła w myślach do chłopaka, wiedziała , że ją słucha , czuje to co ona, chcę jej pomóc. Ale czuła także cholerny rozpierdol w życiu. Straciła brata , chłopaka i od razu przyjaciółkę. Tych na których jej najbardziej zależało. Po paręnastu minutach podniosła się , pożegnała z bratem. Wstała i za sobą na ścieżce zobaczyła Marka. Chłopak stał i wpatrywał się w nią jak w obrazek. Do którego zabroniono podchodzić. Dziewczyna ucieszyła się, że jest , że nie poszedł i czeka na nią.
wtorek, 15 maja 2012
Rozdział III
Po rozmowie z matką dziewczyna musiała ochłonąć , pozbyć się nadmiaru emocji i dlatego postanowiła wyjść na spacer. Ubrała szarą, grubą, bluzę z żółtym nadrukiem , ponieważ dochodziła 22 a jesienne wieczory nie należą do najcieplejszych. Szła przez park gdzie na ławkach o tej porze można jedynie spotkać jakiś żuli ewentualnie jakiś ziomków z browcem. Zobaczyła ' ich ' ławkę , siedziała tam jakaś para. Z daleka wydawali się dość młodzi , chłopak w kapturze z jakąś laską o kruczo-czarnych włosach. W pierwszej chwili Amy porównała go do Alana ale zwątpiła , wiedziała że jej wyobraźnia jest zdolna do płatania jej figli więc zawróciła , nie chciała przechodzić koło zakochanych, a miłość było czuć na odległość.
Szła z głową spuszczona i rękoma w kieszeniach. Była już zmarznięta, wydawało jej się jakby było - 20 a w rzeczywistości było jakieś -3. Właśnie wtedy doszło do niej , że nie będzie miała do kogo się przytulić kiedy zaczną się minusowe temperatury, nie będzie tych rąk co kiedyś ogrzewały jej zmarznięte ciało , zaczęła płakać - znowu. Nie kontrolowała tego , jej oczy cały czas podpuchnięte , nawet przestała się malować. Wychodziła z założenia , że i tak by tylko się rozmazała i musiała zmywać a z drugiej strony to nawet nie miała dla kogo wyglądać pięknie , dla kogo się stroić. Złapała doła , była tego świadoma i odpowiadało jej to , miała wszystko w dupie, nic się nie liczyło już nic. Z jej rozmyśleń wyrwały ją jakieś śmiechy , głośne rozmowy. Podniosła głowę , zobaczyła pięciu chłopaków z browarami.Oni też ją zobaczyli ucichli , zapatrzeni w nią jak w jakiś drogocenny obraz. Amy szła pewna siebie w ich stronę, nie znała ich mimo tego zainteresowała się nimi. Ciszę przerwał jeden z paczki mówiąc :
- Siema mała , co robisz o tak później porze w ciemnym parku sama ? - spojrzała przenikliwie na blondyna siedzącego na ławce palącego szluga. - Po pierwsze mała to może być jedynie twoja pała.- mówiąc to zjechała wzrokiem w dół , pokazując dosadnie o co jej chodzi. - Po drugie daj bucha to może zastanowię się, czy odpowiedzieć ci na twoje pytania. - Zachichotała pod nosem , podchodząc do chłopaka zabierając mu szluga. Wszyscy zaczęli komentować tę akcje , tylko blondyn wstał z ławki , nic nie mówiąc , patrząc z zainteresowaniem na dziewczynę jak pali jego papierosa. Amy też nic nie mówiła , stała czekając na dalszy rozwój sytuacji. W końcu chłopak zwrócił się do niej po chwilowej zamule : - No widzę odważna , siadaj weź browca i odpowiedź mi na pytanie. - uśmiechną się lekko ale widać było zdumienie wcześniejszym zachowaniem dziewczyny.Czwórka, która siedziała na ławce posunęła się jak na rozkaz robiąc miejsce dla dziewczyny. Amy przez chwile , nie wiedziała co zrobić, czy pójść , czy zostać.Wiedziała , że jak zostanie będzie niezły opierdol w domu bo już dochodziła pierwsza w nocy ale lubiła się buntować , więc została. Usiadła zgrabnie obok czterech ziomków , którzy ścigali się w ilości wypitego alkoholu. Blondyn staną naprzeciw dziewczyny i podał jej Lecha - Tylko się nie porzygaj . - dodał cwaniacko się uśmiechając. - Nie bój się , tak o mnie. - odpowiedziała drwiąco otwierając puszkę .
Siedzieli gadali , mijały godziny , Amy nie czuła mijającego czasu , piła jedno za drugim jakby to była jakaś cola , wszyscy patrzyli na nią ze zdziwieniem. Dziewczyna wiedziała, że im imponuje a szczególnie dla Marka .Tak właśnie miał na imię blond chłopak o nieziemskim uśmiechu.Właśnie po tych paru godzinach zaczął się jej podobać , nie wiedziała tylko czy to ze względu na procenty które wirowały w jej głowie , czy tak normalnie. Olała to , dobrze się bawiła i to było najlepsze ,znała go dosłownie chwile, a czuła się przy nim jak przy nikim innym. NO chyba że przy Alanie .. Kiedy o nim pomyślała , posmutniała ale zaraz Marek coś powiedział a ona już chichotała. Dochodziła 4 nad ranem , Marek widząc jej stan postanowił podjąć się odprowadzenia jej. Amy była kompletnie pijana , wypiła 6 piw , bełkotała jak potłuczona a jej oczy zamykały się błagając o sen. Chłopak po jakimś dobrym czasie wydobył z niej w końcu gdzie mieszka. Obią ją i zmierzał w kierunku jej domu , kiedy Amy wyszeptała nieprzytomnie " spać " i gdyby jej nie trzymał uderzyłaby o ziemie. Wziął ją na ręce i poszedł dalej. Dziewczyna zasnęła nieświadomie, że jest w jego ramionach. Chłopak był nawet zadowolony też poczuł coś do Amy , ale chyba bał się cokolwiek jej powiedzieć w sumie w jej stanie to nawet by nic nie pamiętała a i tak już było za późno, bo zasnęła. Nawet nie zna jej numeru telefonu , niczego poza zamieszkaniem. Doszli w końcu po prawie godzinie do jej domu. Otworzyły się drzwi a w nich stanęła jej matka , z zapuchniętymi oczami od płaczu. Widząc dziewczynę śpiącą w ramionach chłopaka wydukała tylko - Zanieś ją do pokoju na prawo od schodów,-pokazując palcem na schody. Chłopak trochę zakłopotany skiną tylko głową , po czym delikatnie położył dziewczynę na łóżku przykrywając kołdrą i całując w czoło. Wyszedł z jej pokoju zamykając drzwi jak tylko najciszej potrafił, zszedł na dół , przy schodach stała matka Amy. - Możesz mi powiedzieć gdzie ona była , jak znalazła się przy tobie , kim jesteś , czemu czuć od ciebie alkohol i co ona z tobą robiła - kobieta wymieniała pytania jak oszalała. Marek spuścił głowę i zaczął odpowiadać na potok pytań , przeprosił i poprosił, żeby Amy nie miała przez niego żadnych kłopotów. Kobieta była zbyt zmęczona, żeby dochodzić bardziej do prawdy i karać obydwojga. Zwyczajnie powiedziała chłopakowi, żeby poszedł już i się porządnie wyspał. Kobieta po odprowadzenia Marka do drzwi poszła do córki zobaczyć jak śpi , dziewczyna spała jak zabita. Była szósta , właśnie zaczął dzwonić dziewczyny budzik ale matka szybko wyłączyła go i sama poszła jeszcze się położyć , bo też wcale nie zasnęła ze zmartwienia o córkę , przecież poszła na zwykły spacer. Kobieta nie darowałaby sobie, żeby jeszcze Amy coś się stało , ale przypomniała sobie o tym że Nathan nad nią czuwa , i zasneła.
- Siema mała , co robisz o tak później porze w ciemnym parku sama ? - spojrzała przenikliwie na blondyna siedzącego na ławce palącego szluga. - Po pierwsze mała to może być jedynie twoja pała.- mówiąc to zjechała wzrokiem w dół , pokazując dosadnie o co jej chodzi. - Po drugie daj bucha to może zastanowię się, czy odpowiedzieć ci na twoje pytania. - Zachichotała pod nosem , podchodząc do chłopaka zabierając mu szluga. Wszyscy zaczęli komentować tę akcje , tylko blondyn wstał z ławki , nic nie mówiąc , patrząc z zainteresowaniem na dziewczynę jak pali jego papierosa. Amy też nic nie mówiła , stała czekając na dalszy rozwój sytuacji. W końcu chłopak zwrócił się do niej po chwilowej zamule : - No widzę odważna , siadaj weź browca i odpowiedź mi na pytanie. - uśmiechną się lekko ale widać było zdumienie wcześniejszym zachowaniem dziewczyny.Czwórka, która siedziała na ławce posunęła się jak na rozkaz robiąc miejsce dla dziewczyny. Amy przez chwile , nie wiedziała co zrobić, czy pójść , czy zostać.Wiedziała , że jak zostanie będzie niezły opierdol w domu bo już dochodziła pierwsza w nocy ale lubiła się buntować , więc została. Usiadła zgrabnie obok czterech ziomków , którzy ścigali się w ilości wypitego alkoholu. Blondyn staną naprzeciw dziewczyny i podał jej Lecha - Tylko się nie porzygaj . - dodał cwaniacko się uśmiechając. - Nie bój się , tak o mnie. - odpowiedziała drwiąco otwierając puszkę .
Siedzieli gadali , mijały godziny , Amy nie czuła mijającego czasu , piła jedno za drugim jakby to była jakaś cola , wszyscy patrzyli na nią ze zdziwieniem. Dziewczyna wiedziała, że im imponuje a szczególnie dla Marka .Tak właśnie miał na imię blond chłopak o nieziemskim uśmiechu.Właśnie po tych paru godzinach zaczął się jej podobać , nie wiedziała tylko czy to ze względu na procenty które wirowały w jej głowie , czy tak normalnie. Olała to , dobrze się bawiła i to było najlepsze ,znała go dosłownie chwile, a czuła się przy nim jak przy nikim innym. NO chyba że przy Alanie .. Kiedy o nim pomyślała , posmutniała ale zaraz Marek coś powiedział a ona już chichotała. Dochodziła 4 nad ranem , Marek widząc jej stan postanowił podjąć się odprowadzenia jej. Amy była kompletnie pijana , wypiła 6 piw , bełkotała jak potłuczona a jej oczy zamykały się błagając o sen. Chłopak po jakimś dobrym czasie wydobył z niej w końcu gdzie mieszka. Obią ją i zmierzał w kierunku jej domu , kiedy Amy wyszeptała nieprzytomnie " spać " i gdyby jej nie trzymał uderzyłaby o ziemie. Wziął ją na ręce i poszedł dalej. Dziewczyna zasnęła nieświadomie, że jest w jego ramionach. Chłopak był nawet zadowolony też poczuł coś do Amy , ale chyba bał się cokolwiek jej powiedzieć w sumie w jej stanie to nawet by nic nie pamiętała a i tak już było za późno, bo zasnęła. Nawet nie zna jej numeru telefonu , niczego poza zamieszkaniem. Doszli w końcu po prawie godzinie do jej domu. Otworzyły się drzwi a w nich stanęła jej matka , z zapuchniętymi oczami od płaczu. Widząc dziewczynę śpiącą w ramionach chłopaka wydukała tylko - Zanieś ją do pokoju na prawo od schodów,-pokazując palcem na schody. Chłopak trochę zakłopotany skiną tylko głową , po czym delikatnie położył dziewczynę na łóżku przykrywając kołdrą i całując w czoło. Wyszedł z jej pokoju zamykając drzwi jak tylko najciszej potrafił, zszedł na dół , przy schodach stała matka Amy. - Możesz mi powiedzieć gdzie ona była , jak znalazła się przy tobie , kim jesteś , czemu czuć od ciebie alkohol i co ona z tobą robiła - kobieta wymieniała pytania jak oszalała. Marek spuścił głowę i zaczął odpowiadać na potok pytań , przeprosił i poprosił, żeby Amy nie miała przez niego żadnych kłopotów. Kobieta była zbyt zmęczona, żeby dochodzić bardziej do prawdy i karać obydwojga. Zwyczajnie powiedziała chłopakowi, żeby poszedł już i się porządnie wyspał. Kobieta po odprowadzenia Marka do drzwi poszła do córki zobaczyć jak śpi , dziewczyna spała jak zabita. Była szósta , właśnie zaczął dzwonić dziewczyny budzik ale matka szybko wyłączyła go i sama poszła jeszcze się położyć , bo też wcale nie zasnęła ze zmartwienia o córkę , przecież poszła na zwykły spacer. Kobieta nie darowałaby sobie, żeby jeszcze Amy coś się stało , ale przypomniała sobie o tym że Nathan nad nią czuwa , i zasneła.
Dochodziło za piętnaście piętnasta, kiedy Amy się przebudziła , spojrzała na telefon 7 nie odebranych połączeń od Ewki , 5 od Viki i 1 SMS od Blanki. o treści :
" Amy ja przepraszam na prawdę przepraszam. Nie chciałam tak wyszło jakoś , ja tego nie zamierzałam , Alan też nie. Wyszło jak wyszło ale my cię kochamy , nie chcieliśmy cię zdradzić. Wiem że nas zobaczyłaś wczoraj parku na tej ławce i zawróciłaś .Chciałam ci to wczoraj wytłumaczyć , pobiec za tobą ale on mnie zatrzymał, przekonał , że nic ci nie jest , musisz ochłonąć i najlepiej żebyś została sama. Chciałam Ci to wszystko dziś w szkole powiedzieć , przeprosić ale nie było Cię , mam nadzieje że nic głupiego nie zrobiłaś , przepraszam odezwij się błagam" Potok łez poleciał z jej twarzy , nie wiedziała co się dzieje, czuła się jakby ktoś wbijał nóż w jej serce. Po za tym miała wielkiego kaca , nie była w szkole , bała się reakcji matki, nawet nie wiedziała jak znalazła się w domu , pamiętała tylko uśmiech Marka ale to było mało ważne. Przypomniała sobie tą pare na ławce jednak wzrok jej nie mylił to był Alan ale że nie poznała Blanki jej włosów ale kto by się spodziewał . Oni razem . Oni ją zdradzili. Płakała , nie mogła uwierzyć chciała zapaść się pod ziemię.
" Amy ja przepraszam na prawdę przepraszam. Nie chciałam tak wyszło jakoś , ja tego nie zamierzałam , Alan też nie. Wyszło jak wyszło ale my cię kochamy , nie chcieliśmy cię zdradzić. Wiem że nas zobaczyłaś wczoraj parku na tej ławce i zawróciłaś .Chciałam ci to wczoraj wytłumaczyć , pobiec za tobą ale on mnie zatrzymał, przekonał , że nic ci nie jest , musisz ochłonąć i najlepiej żebyś została sama. Chciałam Ci to wszystko dziś w szkole powiedzieć , przeprosić ale nie było Cię , mam nadzieje że nic głupiego nie zrobiłaś , przepraszam odezwij się błagam" Potok łez poleciał z jej twarzy , nie wiedziała co się dzieje, czuła się jakby ktoś wbijał nóż w jej serce. Po za tym miała wielkiego kaca , nie była w szkole , bała się reakcji matki, nawet nie wiedziała jak znalazła się w domu , pamiętała tylko uśmiech Marka ale to było mało ważne. Przypomniała sobie tą pare na ławce jednak wzrok jej nie mylił to był Alan ale że nie poznała Blanki jej włosów ale kto by się spodziewał . Oni razem . Oni ją zdradzili. Płakała , nie mogła uwierzyć chciała zapaść się pod ziemię.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Rozdział II
Otarła łzy , które spowodował były chłopak i szybko odpisała przyjaciółce.Chciała podzielić się tą cholerną wiadomością z Blanką, były najlepszymi przyjaciółkami od czasu ,kiedy Amy wprowadziła się do tego miasteczka. Co prawda to prawda od początku były nie rozłączne tylko teraz coś się zmieniło ale dziewczyna pomyślała, że to przez nią, że to przez tą fascynacje , zauroczenie Alanem. ' W każdym razie teraz znowu będzie jak kiedyś ' pomyślała. To podniosło załamaną dziewczynę na duchu. I nadszedł moment, kiedy Blanka zapytała co jest , dlaczego taki humor, taki opis, takie nastawienie do wszystkiego. Amy zaczęła rozpisywać się, o spotkaniu z Alanem, o sposobie zerwania. Płakała , ale czuła się trochę lepiej , wiedziała że musi to wyrzucić z siebie dla przyjaciółki. Owszem były jeszcze dwie dziewczyny, które nosiły miano przyjaciółek ale z Blanką najdłużej się znały, zwyczajnie czuła , że tą wiadomość musi usłyszeć najpierw jej najlepsza przyjaciółka. Blanka , po przeczytaniu wiadomości , która wyglądała prawie na opowiadanie pełne bólu i goryczy zaczęła pocieszać Amy. Dziewczyna nie chciała tego słuchać , poczuła w sercu jakąś dziwną dezorientacje , dlaczego pewna siebie dziewczyna taka jak Blanka , nie wyskoczyła z tekstem typu " Najebiemy mu , zobaczysz mała " jak to miała zawsze w zwyczaju robić, kiedy jakiś palant ranił jedną z ich paczki. Trochę zawiedziona, odpisała jej :
- Tak wiem po burzy zawsze wychodzi słońce. - w tych słowach było czuć wyraźnie sarkazm ale przyjaciółka, nie zauważyła lub prędzej nie chciała zauważyć tonu w jakim załamana dziewczyna odpisała.
Amy czuła się fatalnie wiedząc, że nawet ' siostra ' nie jest w stanie jej pomóc tylko rzuca zwykłym ' będzie dobrze' Dziewczyna czuła, się nie potrzebna dla nikogo, chciała zniknąć. To był jej cel , ale nie nie samobójstwo, to nie wchodziło w grę za bardzo się bała śmierci od kiedy jej brat umarł. Obiecała mu, w ostatnich chwilach, że będzie silna, że zawsze da radę nawet kiedy zostanie całkiem sama.
Wyłączyła laptopa, odłożyła go na szafkę na , której stało zdjęcie Nathana, brata. Wtedy wzięła do ręki fotografie, znowu się rozkleiła tym razem z tęsknoty.
- Dlaczego Ciebie teraz tu nie ma, czemu Bóg mi Cię zabrał ? Byłeś przy mnie zawsze , ty byś umiał mi pomóc, wpierdolił dla tego skurwiela , bo skrzywdził twoją małą siostrzyczkę.Byłeś częścią mnie nadal jesteś. Tak dam radę, wiem. Nauczyłeś mnie tego , stawiać czoła problemom, walczyć aż zwyciężę tylko dlaczego Ty przegrałeś ? Przegrałeś życie! - mówiła do zdjęcia. a właściwie to krzyczała z bezsilności , ściskając je w dłoni tak jakby chciała poczuć jego obecność , jakby chciała żeby ją teraz przytulił.Dławiąc się łzami osunęła się o ścianę połykając słone łzy.
Do pokoju wbiegła mama zaniepokojona krzykami, przypuszczała, że Amy rozmawia przez telefon z Alanem a właściwie to się kłóci. Kiedy zobaczyła córkę , skuloną w kącie z głową schowaną w rękach a obok leżało zdjęcie Nathana, już wiedziała co się dzieję. Podeszła do dziewczyny , podnosząc zdjęcie jej brata, usiadła obok i zaczęła mówić patrząc jak zahipnotyzowana na fotografie.
- Ostatnie zdjęcie, kiedy był tak na prawdę szczęśliwy.Oboje byliście szczęśliwi. - poprawiła się , spoglądając na córkę.- Wiem nigdy Ci tego nie mówiłam ale kiedy was rodziłam , wiedziałam, że Bóg podarował mi dwie wyjątkowe osóbki.Dopiero kiedy dowiedziałam się że Nath.. - zaczęła płakać , ale łamiącym się głosem mówiła dalej - że Nathan ma wrodzoną wadę serca, zaczęłam mieć pretensję do tego na górze że przyjdzie moment kiedy mi go zabierze.Ale kochałam go z tą myślą jeszcze bardziej , tak jak ciebie, doceniałam każdy dzień dzięki jego chorobie, a kiedy widziałam jak dobrze się dogadujecie cieszyłam się, wiedziałam że tworzycie jedność , ta siła bliźniacza czy coś. - przez chwile zaśmiała się , obejmując córkę - No i kiedy Nathan był na tyle duży, żeby powiedzieć mu o jego chorobie, zaskoczył mnie powiedział słowa, których nie zapomnę nigdy, powiedział " Mamusiu , to nic dam radę. Dobrze, że to ja jestem chory a nie Amy, jak nadejdzie moment kiedy będę musiał pójść tam w góre , będę jej aniołem ". - kobieta , rozpłakała się po tych słowach , a dziewczyna , patrząc raz na matkę raz na zdjęcie brata , przytuliła rodzicielkę - Wiesz córciu .. - po chwili znowu zaczęła kobieta.- nie wiem skąd on brał tą siłę jednego jestem pewna , ta siła jest także w tobie a on teraz jest twoim aniołem , więc sobie poradzisz, pamiętaj on zawszę jest z tobą.
- Tak wiem po burzy zawsze wychodzi słońce. - w tych słowach było czuć wyraźnie sarkazm ale przyjaciółka, nie zauważyła lub prędzej nie chciała zauważyć tonu w jakim załamana dziewczyna odpisała.
Amy czuła się fatalnie wiedząc, że nawet ' siostra ' nie jest w stanie jej pomóc tylko rzuca zwykłym ' będzie dobrze' Dziewczyna czuła, się nie potrzebna dla nikogo, chciała zniknąć. To był jej cel , ale nie nie samobójstwo, to nie wchodziło w grę za bardzo się bała śmierci od kiedy jej brat umarł. Obiecała mu, w ostatnich chwilach, że będzie silna, że zawsze da radę nawet kiedy zostanie całkiem sama.
Wyłączyła laptopa, odłożyła go na szafkę na , której stało zdjęcie Nathana, brata. Wtedy wzięła do ręki fotografie, znowu się rozkleiła tym razem z tęsknoty.
- Dlaczego Ciebie teraz tu nie ma, czemu Bóg mi Cię zabrał ? Byłeś przy mnie zawsze , ty byś umiał mi pomóc, wpierdolił dla tego skurwiela , bo skrzywdził twoją małą siostrzyczkę.Byłeś częścią mnie nadal jesteś. Tak dam radę, wiem. Nauczyłeś mnie tego , stawiać czoła problemom, walczyć aż zwyciężę tylko dlaczego Ty przegrałeś ? Przegrałeś życie! - mówiła do zdjęcia. a właściwie to krzyczała z bezsilności , ściskając je w dłoni tak jakby chciała poczuć jego obecność , jakby chciała żeby ją teraz przytulił.Dławiąc się łzami osunęła się o ścianę połykając słone łzy.
Do pokoju wbiegła mama zaniepokojona krzykami, przypuszczała, że Amy rozmawia przez telefon z Alanem a właściwie to się kłóci. Kiedy zobaczyła córkę , skuloną w kącie z głową schowaną w rękach a obok leżało zdjęcie Nathana, już wiedziała co się dzieję. Podeszła do dziewczyny , podnosząc zdjęcie jej brata, usiadła obok i zaczęła mówić patrząc jak zahipnotyzowana na fotografie.
- Ostatnie zdjęcie, kiedy był tak na prawdę szczęśliwy.Oboje byliście szczęśliwi. - poprawiła się , spoglądając na córkę.- Wiem nigdy Ci tego nie mówiłam ale kiedy was rodziłam , wiedziałam, że Bóg podarował mi dwie wyjątkowe osóbki.Dopiero kiedy dowiedziałam się że Nath.. - zaczęła płakać , ale łamiącym się głosem mówiła dalej - że Nathan ma wrodzoną wadę serca, zaczęłam mieć pretensję do tego na górze że przyjdzie moment kiedy mi go zabierze.Ale kochałam go z tą myślą jeszcze bardziej , tak jak ciebie, doceniałam każdy dzień dzięki jego chorobie, a kiedy widziałam jak dobrze się dogadujecie cieszyłam się, wiedziałam że tworzycie jedność , ta siła bliźniacza czy coś. - przez chwile zaśmiała się , obejmując córkę - No i kiedy Nathan był na tyle duży, żeby powiedzieć mu o jego chorobie, zaskoczył mnie powiedział słowa, których nie zapomnę nigdy, powiedział " Mamusiu , to nic dam radę. Dobrze, że to ja jestem chory a nie Amy, jak nadejdzie moment kiedy będę musiał pójść tam w góre , będę jej aniołem ". - kobieta , rozpłakała się po tych słowach , a dziewczyna , patrząc raz na matkę raz na zdjęcie brata , przytuliła rodzicielkę - Wiesz córciu .. - po chwili znowu zaczęła kobieta.- nie wiem skąd on brał tą siłę jednego jestem pewna , ta siła jest także w tobie a on teraz jest twoim aniołem , więc sobie poradzisz, pamiętaj on zawszę jest z tobą.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Rozdział I
Szykowała się , na spotkanie z Alanem , dalej nie dowierzała , że są ze sobą już prawie rok. Przecież wielkimi krokami zbliżała się ich rocznica , ciekawa była czym zaskoczy ją ukochany. Ale w tamtym momencie , zajęła się makijażem chciała być dla niego idealna.Spojrzała na telefon, dochodziło za dziesięć 17. "Czas wychodzić" pomyślała.Ubrała skórzaną kurtkę i wyszła. Pogoda dopisywała , chodź była późna jesień nadal było ciepło. W końcu weszła do parku , gdzie mieli się spotkać. Czekał na nią niespokojnie chodząc wokół ' ich ' ławki. Podeszła bliżej chłopaka, uśmiechając się do niego czule.
- Cześć Alan - powiedziała , całując go w policzek.
- Słuchaj Amy .. - zaczął nie spokojnie , oddalając się od niej.
- Co jest ? - zapytała zaniepokojona , zachowaniem , chłopaka.
- Musimy , poważnie porozmawiać . No bo widzisz, sama oceń , czy powinniśmy być razem, ja nie wiem. Nie ma miedzy na mi ' tego czegoś ' Tylko się nie denerwuj. - powiedział jednym tchem , patrząc na nią z lekkim zdezorientowaniem jak zareaguje.
- To jakiś żart , tak ? Nie udany. Lubisz mnie straszyć. Wiesz ile dla mnie znaczysz , ale chyba powinnam powiedzieć znaczyłeś. Dlaczego ? Nie ma tego czegoś ? Ulotniło ci się kurwa czy jak a co wczoraj mówiłeś ? Co oznaczają według ciebie słowa ' kocham cię ' - zaczęła się plątać w słowach a nawet krzyczeć. W jej oczach pojawiły się łzy, a w sercu poczuła jakby ktoś ukłuł ją w najbardziej czuły punkt.
- Spokojnie. Nie płacz , nic ci to nie da, koniec z nami , zrozum tak będzie lepiej , znajdziesz innego, zasługujesz na innego nie na mnie.Nie roztrząsaj tego co było wcześniej , bo to przeszłość, dokładnie przemyślałem tą decyzje.Innego wyjścia nie ma . Przepraszam - patrzył jej prosto w oczy, widział jak bardzo cierpi, że przypomina sobie każdą chwile, widział w j
ej oczach miłość pomieszana z chwilową nienawiścią. Postanowił odejść nie mógł na nią patrzeć.Miał wyrzuty sumienia a jednocześnie wiedział że postępuje słusznie.
- Nie odchodź, proszę. - wyszeptała zanosząc się już płaczem. Usiadła bezwładnie na niegdyś ' ich' ławce , podkuliła nogi , wyjęła słuchawki puściła " Jula - Straciłam " . Wsłuchiwała się w tekst piosenki , przeżywając każde słowo z ogromnym bólem. Nie zauważała w ogóle przechodniów, którzy gapili się na jej rozmazany ' idealny ' makijaż.Straciła poczuci czasu , było grubo po 22 kiedy odczuła chłód zbliżającej się nocy. Była załamana , straciła osobę którą kochała ponad wszystko w jednej sekundzie , skończyło się jej całe szczęście. " Czar prysł. " pomyślała i w końcu ruszyła do domu.
Kiedy weszła, w progu czekała na nią matka.
- Gdzieś wy .. - nie dokończyła, patrząc na stan dziewczyny , odpuściła jej. Szybko doszło do niej, że najprawdopodobniej Alan zranił jej córkę.
- Mamo .. - zaczęła dziewczyna , po czym rzuciła się w ramiona matki , zanosząc się ponowie szlochem.
- Cichutko, nie ten to inny. Będzie dobrze. - powtarzała matka. Tuląc ją coraz bardziej do siebie. Wiedziała, że prędzej czy później tak będzie. Od zawsze go nie lubiła. Wydawał jej się zarozumiały i egoistyczny ale w tamtym momencie , nic tak bardzo ważne nie było jak jej córka.
- Nie nie będzie innego , nie chce , ja kocham go. - Amy znowu podniosła głos. Wyrywając się z objęć pobiegła do swojego pokoju. Wzięła laptopa , usiadła na łóżku , znowu zaczęła płakać , zaczynały wracać wspomnienia te najlepsze, które paradoksalnie najbardziej bolały. Włączyła gadu ustawiła opis "Życie się sypie kiedy ktoś kogo kochasz, zostawia cie w chuj a tym sam gnijesz w lochach " W tej samej chwili dostała wiadomość od Alana.
" Ogarnij się , wyświadczyłem Ci przysługę , później bardziej by cię to bolało " przeczytała wiadomość, chociaż nic z tego nie rozumiała , nie odpisała , nie chciała a może duma jej zabraniała. Za chwile dostała wiadomość tym razem od przyjaciółki.
no więc zaczęłam pisać opowiadanie nie wiem czy się to podoba , jak tak bardzo się cieszę , jeśli nie napiszcie co wam się nie podoba , postaram się to zmienić .:)
- Cześć Alan - powiedziała , całując go w policzek.
- Słuchaj Amy .. - zaczął nie spokojnie , oddalając się od niej.
- Co jest ? - zapytała zaniepokojona , zachowaniem , chłopaka.
- Musimy , poważnie porozmawiać . No bo widzisz, sama oceń , czy powinniśmy być razem, ja nie wiem. Nie ma miedzy na mi ' tego czegoś ' Tylko się nie denerwuj. - powiedział jednym tchem , patrząc na nią z lekkim zdezorientowaniem jak zareaguje.
- To jakiś żart , tak ? Nie udany. Lubisz mnie straszyć. Wiesz ile dla mnie znaczysz , ale chyba powinnam powiedzieć znaczyłeś. Dlaczego ? Nie ma tego czegoś ? Ulotniło ci się kurwa czy jak a co wczoraj mówiłeś ? Co oznaczają według ciebie słowa ' kocham cię ' - zaczęła się plątać w słowach a nawet krzyczeć. W jej oczach pojawiły się łzy, a w sercu poczuła jakby ktoś ukłuł ją w najbardziej czuły punkt.
- Spokojnie. Nie płacz , nic ci to nie da, koniec z nami , zrozum tak będzie lepiej , znajdziesz innego, zasługujesz na innego nie na mnie.Nie roztrząsaj tego co było wcześniej , bo to przeszłość, dokładnie przemyślałem tą decyzje.Innego wyjścia nie ma . Przepraszam - patrzył jej prosto w oczy, widział jak bardzo cierpi, że przypomina sobie każdą chwile, widział w j
ej oczach miłość pomieszana z chwilową nienawiścią. Postanowił odejść nie mógł na nią patrzeć.Miał wyrzuty sumienia a jednocześnie wiedział że postępuje słusznie.
- Nie odchodź, proszę. - wyszeptała zanosząc się już płaczem. Usiadła bezwładnie na niegdyś ' ich' ławce , podkuliła nogi , wyjęła słuchawki puściła " Jula - Straciłam " . Wsłuchiwała się w tekst piosenki , przeżywając każde słowo z ogromnym bólem. Nie zauważała w ogóle przechodniów, którzy gapili się na jej rozmazany ' idealny ' makijaż.Straciła poczuci czasu , było grubo po 22 kiedy odczuła chłód zbliżającej się nocy. Była załamana , straciła osobę którą kochała ponad wszystko w jednej sekundzie , skończyło się jej całe szczęście. " Czar prysł. " pomyślała i w końcu ruszyła do domu.
Kiedy weszła, w progu czekała na nią matka.
- Gdzieś wy .. - nie dokończyła, patrząc na stan dziewczyny , odpuściła jej. Szybko doszło do niej, że najprawdopodobniej Alan zranił jej córkę.
- Mamo .. - zaczęła dziewczyna , po czym rzuciła się w ramiona matki , zanosząc się ponowie szlochem.
- Cichutko, nie ten to inny. Będzie dobrze. - powtarzała matka. Tuląc ją coraz bardziej do siebie. Wiedziała, że prędzej czy później tak będzie. Od zawsze go nie lubiła. Wydawał jej się zarozumiały i egoistyczny ale w tamtym momencie , nic tak bardzo ważne nie było jak jej córka.
- Nie nie będzie innego , nie chce , ja kocham go. - Amy znowu podniosła głos. Wyrywając się z objęć pobiegła do swojego pokoju. Wzięła laptopa , usiadła na łóżku , znowu zaczęła płakać , zaczynały wracać wspomnienia te najlepsze, które paradoksalnie najbardziej bolały. Włączyła gadu ustawiła opis "Życie się sypie kiedy ktoś kogo kochasz, zostawia cie w chuj a tym sam gnijesz w lochach " W tej samej chwili dostała wiadomość od Alana.
" Ogarnij się , wyświadczyłem Ci przysługę , później bardziej by cię to bolało " przeczytała wiadomość, chociaż nic z tego nie rozumiała , nie odpisała , nie chciała a może duma jej zabraniała. Za chwile dostała wiadomość tym razem od przyjaciółki.
no więc zaczęłam pisać opowiadanie nie wiem czy się to podoba , jak tak bardzo się cieszę , jeśli nie napiszcie co wam się nie podoba , postaram się to zmienić .:)
wtorek, 17 kwietnia 2012
Czasem się zastanawiam, czy naprawdę masz mnie w dupie, czy po prostu sprawdzasz ile wytrzymam.
Siema .Założyłam , bloga jak widać, nie wiem o czym będę tutaj pisać , może o własnym życiu może założę coś w rodzaju książki, chociaż " książki " to akurat nie umiałabym napisać
Moje życie samo w sobie, jest skomplikowane i gdyby ktoś umiał dobrze pisać to by była nawet niezła książka. Ale już wracam na ziemie, tutaj jest link do mojego moblo
http://moblo.pl/profile/prosze_spierdalaj i oceńcie sami czy w ogóle tutaj się nadaje.
Jakby ktoś jeszcze napisał o czym by chciał tutaj czytać , byłabym wdzięczna. Lubie wyzwania , więc postaram się was zadowolić.
Moje życie samo w sobie, jest skomplikowane i gdyby ktoś umiał dobrze pisać to by była nawet niezła książka. Ale już wracam na ziemie, tutaj jest link do mojego moblo
http://moblo.pl/profile/prosze_spierdalaj i oceńcie sami czy w ogóle tutaj się nadaje.
Jakby ktoś jeszcze napisał o czym by chciał tutaj czytać , byłabym wdzięczna. Lubie wyzwania , więc postaram się was zadowolić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)