poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział II

Otarła łzy , które spowodował były chłopak i szybko  odpisała  przyjaciółce.Chciała podzielić się tą cholerną wiadomością z  Blanką, były najlepszymi przyjaciółkami od czasu ,kiedy Amy wprowadziła się do tego miasteczka. Co prawda to prawda  od początku  były nie rozłączne tylko teraz coś się zmieniło ale dziewczyna pomyślała, że to przez nią, że to przez tą fascynacje , zauroczenie  Alanem. ' W każdym razie teraz znowu będzie jak kiedyś ' pomyślała. To podniosło załamaną dziewczynę na duchu. I nadszedł moment, kiedy Blanka zapytała  co jest , dlaczego taki humor,  taki opis,  takie nastawienie do wszystkiego. Amy zaczęła rozpisywać się, o  spotkaniu z Alanem, o  sposobie zerwania. Płakała , ale czuła się trochę lepiej , wiedziała że musi to wyrzucić z siebie dla przyjaciółki. Owszem były jeszcze dwie dziewczyny, które nosiły miano  przyjaciółek  ale z Blanką najdłużej się znały, zwyczajnie  czuła , że tą wiadomość musi  usłyszeć najpierw jej najlepsza przyjaciółka. Blanka , po przeczytaniu  wiadomości , która wyglądała prawie na opowiadanie pełne  bólu i goryczy zaczęła pocieszać Amy. Dziewczyna nie chciała tego słuchać , poczuła w sercu jakąś dziwną dezorientacje , dlaczego pewna siebie dziewczyna taka jak Blanka , nie wyskoczyła z tekstem typu " Najebiemy mu , zobaczysz mała " jak to miała zawsze w zwyczaju robić, kiedy  jakiś palant ranił jedną z ich paczki. Trochę zawiedziona, odpisała jej :
- Tak wiem po burzy zawsze wychodzi słońce. -  w tych słowach było czuć  wyraźnie sarkazm ale przyjaciółka, nie zauważyła lub prędzej nie chciała  zauważyć tonu  w jakim  załamana dziewczyna  odpisała.
Amy czuła się fatalnie wiedząc, że nawet ' siostra ' nie jest w stanie  jej pomóc tylko rzuca zwykłym ' będzie dobrze'  Dziewczyna czuła, się nie potrzebna  dla nikogo, chciała zniknąć. To był jej cel , ale nie nie samobójstwo, to nie wchodziło w grę  za bardzo się bała śmierci od kiedy jej brat umarł. Obiecała mu, w ostatnich chwilach, że będzie silna, że zawsze da radę nawet kiedy zostanie całkiem sama.
Wyłączyła laptopa, odłożyła go na szafkę  na , której stało zdjęcie Nathana, brata. Wtedy wzięła do ręki fotografie, znowu się rozkleiła tym razem z tęsknoty.
- Dlaczego Ciebie teraz tu nie ma, czemu Bóg mi Cię zabrał ? Byłeś przy mnie zawsze , ty byś umiał  mi pomóc, wpierdolił dla tego skurwiela ,  bo skrzywdził twoją małą siostrzyczkę.Byłeś częścią mnie nadal jesteś. Tak  dam radę, wiem. Nauczyłeś mnie tego , stawiać czoła problemom, walczyć aż zwyciężę tylko dlaczego Ty przegrałeś ? Przegrałeś życie! - mówiła do zdjęcia. a właściwie to krzyczała z bezsilności  , ściskając je w dłoni tak jakby chciała poczuć jego obecność , jakby chciała żeby ją teraz przytulił.Dławiąc się łzami osunęła się o ścianę połykając słone  łzy.
Do pokoju wbiegła mama zaniepokojona krzykami, przypuszczała, że Amy rozmawia przez telefon z Alanem a właściwie to się kłóci. Kiedy zobaczyła córkę , skuloną w kącie z głową schowaną w rękach a obok leżało zdjęcie Nathana, już wiedziała  co się dzieję. Podeszła do dziewczyny , podnosząc zdjęcie jej brata, usiadła  obok  i zaczęła mówić patrząc jak zahipnotyzowana na fotografie.
- Ostatnie zdjęcie, kiedy był tak na prawdę szczęśliwy.Oboje byliście szczęśliwi. - poprawiła się , spoglądając na  córkę.- Wiem nigdy  Ci tego nie mówiłam ale kiedy was rodziłam , wiedziałam, że Bóg podarował mi dwie  wyjątkowe osóbki.Dopiero kiedy dowiedziałam się że Nath.. - zaczęła płakać , ale łamiącym się głosem  mówiła dalej  - że Nathan  ma wrodzoną  wadę serca, zaczęłam mieć pretensję do tego na górze że przyjdzie moment kiedy mi go zabierze.Ale kochałam go z tą myślą jeszcze bardziej , tak jak ciebie, doceniałam każdy dzień dzięki jego chorobie, a kiedy widziałam jak dobrze się dogadujecie cieszyłam się, wiedziałam że tworzycie jedność , ta siła bliźniacza czy coś. - przez chwile zaśmiała się , obejmując córkę -  No i kiedy Nathan był na tyle duży, żeby powiedzieć mu o jego chorobie, zaskoczył mnie powiedział słowa, których nie zapomnę nigdy, powiedział " Mamusiu , to nic dam radę. Dobrze, że to ja jestem chory a nie Amy, jak nadejdzie  moment kiedy będę musiał pójść  tam w góre , będę jej aniołem ". - kobieta , rozpłakała się po tych słowach , a dziewczyna , patrząc raz na matkę raz na zdjęcie brata , przytuliła  rodzicielkę  - Wiesz córciu .. - po chwili znowu zaczęła kobieta.- nie wiem skąd on brał tą siłę jednego jestem pewna , ta siła jest także w tobie a on teraz jest twoim aniołem , więc sobie poradzisz,  pamiętaj on zawszę jest z tobą.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz