piątek, 1 czerwca 2012

Rozdział IV

Dochodziła 17 Amy w końcu się zebrała z łóżka, chociaż nie miał ochoty na nic tylko zaszyć się gdzieś. Jak mogła  Blanka jej to zrobić , były najlepszymi przyjaciółkami.. Myślałam  nad tym cały czas , a to pogrążało dziewczynę w coraz większym smutku. Postanowiła zadzwonić do  Ewki  i Viki. Wzięła   telefon do ręki w tym samym  czasie do drzwi  zadzwonił dzwonek. Amy zbiegła na dół w piżamie i niezdarnym koku , zrobionym przed paroma minutami, otworzyła drzwi .  Stała tam Blanka, było widać  przygnębienie na jej niegdyś  promiennej twarzy. - Alana tutaj nie ma , więc  nara. - wykrzyczała dławiąc się łzami Amy, próbując zatrzasnąć    drzwi. -Poczekaj , chcę porozmawiać , to nie tak , Amy siostro.. -  mówiła skruszonym głosem Blanka, przytrzymując  drzwi. - Nie mamy o czym gadać, zjebałaś,  a raczej zjebaliście wszystko i  nie nazywaj mnie siostrą. - krzyczała dziewczyna  jak tylko potrafiła najgłośniej ,  roztrzęsiona zamykając w końcu drzwi.
Nie była  przygotowana  jeszcze na żadną  rozmowę ani z Blanką ani z Alanem. Poszła do swojego pokoju, usiadła  na parapecie.  Wspominając. Po jakiejś niecałej godzinie dziewczyna postanowiła  się ogarnąć,  wyjść.Jedynym jej celem był cmentarz. Chciała pójść do Nathana, posiedzieć z nim. Znowu go cholernie potrzebowała. Ubrała ciepłą,  grubą bluzę , telefon i klucze wsadziła do  kieszeni i wyszła. Szła przez park , dopiero wtedy jakby na jej grymaśniej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przypomniało jej się część  poprzedniego wieczoru, a konkretnie  Marek. Zaczęła o nim myśleć. To jej pomagało, takie ukojenie , zastanawiała się gdzie teraz jest, co robi , czy też o niej myśli i czy kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Dopiero kiedy zauważyła ławkę na której siedział wieczorem Alan i Blanka  twarz znowu posmutniała. To było silniejsze od niej, starała się  mieć wyjebane ale nie umiała. Kilka łez poleciało jej po policzku i poczuła chłodny dotyk wiatru na ciele.
Po 20 minutach była na cmentarzu.  Szła między alejkami do grobu brata , kiedy zauważyła postać  Marka siedzącego na  ławeczce obok jakiegoś grobu. Nie dowierzała  znowu go zobaczyła i to jeszcze na cmentarzu tutaj gdzie można spotkać tylko tych co już odeszli. Jej twarz  ponownie trochę się rozjaśniła. Chciała podejść ale  po paru krokach w kierunku chłopaka zrezygnowała. Marek wydawał się taki zamyślony, smutny nie to co  poprzedniego dnia. W ogóle inny, nie chciała mu przeszkadzać, chociaż  była ciekawa  do kogo on przyszedł  i co u niego. Nie odważyła się , cofnęła się i poszła na grób Nathana. za chwilę  była już dokładnie na miejscu , zaczęła się modlić a przy tym płakać. Bolało ją cholernie , że go z nią nie ma. Zapaliła znicz , zmieniła wodę z kwiatami i w końcu opadła bezwładnie na ławeczkę obok grobu. Wsadziła  głowę między ręce  , mówiła w myślach do chłopaka, wiedziała , że ją słucha , czuje to co ona, chcę jej pomóc. Ale czuła także cholerny rozpierdol w  życiu. Straciła brata , chłopaka i od razu przyjaciółkę. Tych na których jej najbardziej zależało. Po paręnastu minutach podniosła się , pożegnała z bratem. Wstała i za sobą na  ścieżce  zobaczyła Marka. Chłopak stał i wpatrywał się w nią jak w obrazek. Do którego zabroniono podchodzić. Dziewczyna ucieszyła się, że jest , że nie poszedł i czeka na nią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz